Kilka tygodni temu konkurencyjny tygodnik „W Sieci” zrobił okładkę z raportu polskich archeologów, badających miejsce tragedii w Smoleńsku. Okładka była mocna, wymowa jednoznaczna: odnajdywane przez archeologów szczątki tupolewa okazały się rozproszone po tak wielkim obszarze, że nie jest możliwe, aby rozprysły się po nim wskutek uderzenia samolotu o ziemię. A więc: mamy oto niezbity dowód, że, tak jak twierdzi Antoni Macierewicz, tupolew został rozerwany w powietrzu przez eksplozje, a na ziemię spadł w postaci gradu odłamków. Kilka tygodni później ten sam raport doczekał się rzetelnego omówienia w „Naszym Dzienniku” − który trudno przecież uznać za organ Komisji Laska czy innej reżimowej...