Kibice Arki Gdynia po 3 kolejnych porażkach w Ekstraklasie z Lechią Gdańsk łudzili się, że dzisiaj będzie ten dzień, który pozwoli im nosić głowę nieco wyżej. Nic z tych rzeczy piłkarska jakość była po stronie Biało-Zielonych gości, którzy wybili gospodarzom jakiekolwiek marzenia na zdobycz punktową. Miłe złego początki dla miejscowych rozpoczęły się już w 9 minucie gdy sędzia główny tego meczu pan Paweł Raczkowski po namowach arbitra VAR Szymona Marciniaka zdecydował się podyktować rzut karny , którego na gola pewnie zamienił Mateusz Szwoch. Arka po zdobyciu bramki gwałtownie cofnęła się i dała rozwinać skrzydła podopiecznym trenera Piotra Stokowca i na efekty nie musieliśmy długo czekać, bo 13 minut później znakomicie dośrodkował w pole karne aktywny i rozgrywający naprawdę dobry mecz Joao Oliveira ( największy wygrany tego meczu, który powrócił do składu Lechii), a ku rozpaczy miejscowej widowni stoper Lechii Gdańsk Steven Vitoria doprowadził do wyrównania. W kolejnych minutach meczu Lechiści dyktowali warunki gry, a na 2 minuty przed końcem pierwszej połowy po bardzo dobrej akcji i doskonałym dośrodkowaniu Flavio Paixao wyprowadził gdańszczan na prowadzenie. Co ciekawe "kat Arki" strzelił jej już piątą bramkę w tym sezonie na 9, które udało mu się łącznie uzbierać. Chwilę później powinno być już 1-3, ale znakomite uderzenie Oliveiry wylądowało na słupku bramki rywali.