- Wszędzie śmierdzi dymem. Pod każdym względem jest tu niezwykle niewygodnie - tak na warunki w wiosce olimpijskiej skarżył się gruziński łyżwiarz figurowy Gleb Smolkin. Nie on jedyny. Według relacji sportowców w pokojach brakuje nawet koców. Organizacyjne wtopy nie ograniczają się jednak tylko do zakwaterowania. Dwaj łotewscy saneczkarze z treningu musieli wracać... autostopem.