Gdyby Adam Małysz się uparł, mógłby oglądać poniedziałkowy konkurs skoków narciarskich na igrzyskach olimpijski wśród oficjalnych delegacji i ludzi z akredytacjami. Prezesi najróżniejszych związków najczęściej tak właśnie robią. Małysz zdecydował inaczej i oddał swoją akredytację - dowiedział się Sport.pl.