Obawiam się, że coraz mniej ludzi pamięta, że Szymon Hołownia, zanim wkroczył do wielkiej polityki, osiągnął status gwiazdy Sejmu, a potem poniósł bohaterską klęskę w wyborach prezydenckich, był nie tylko telewizyjnym showmanem, ale też kaznodzieją oraz pisarzem katolickim.