O tej porze rok temu przeżyłam niemiłe przebudzenie. Mimo że uważałam się za osobę pijącą wyłącznie towarzysko, odkryłam, że znacznie częściej, niż sądziłam, przekraczałam zalecane limity umiarkowanego picia. W panice zdecydowałam się na "suchy styczeń". Z czasem znalazłam inne rozwiązanie. Skutki uboczne? Lepszy nastrój, więcej energii i trochę pieniędzy na koncie.