Czwartek, 20 listopada, to jeden z najtrudniejszych dni w życiu bliskich 31-letniej pani Justyny. To dziś musieli odprowadzić w ostatnią drogę młodą mamę. Kobieta zginęła na torach w krakowskiej Nowej Hucie. Jak doszło do tej tragedii? Na te pytania próbują odpowiedzieć śledczy. Prokuratura w Krakowie już prowadzi śledztwo w tej sprawie. Jednak wstępne ustalenia budzą niepokój. — Wynika z nich, że kobieta szła wzdłuż torów, maszynista nadawał sygnały świetlne i dźwiękowe, ale 31-latka nie reagowała na ostrzeżenia — mówi "Faktowi" Anna Wolak-Gromala z Komendy Miejskiej Policji w Krakowie.