W dyskursie węgierskiego przywódcy jak najbardziej realne problemy nabierają nieco demagogicznego kolorytu na potrzeby kolejnych wyborów. Jednocześnie nie sposób nie przyznać mu racji: kiedy dany naród głosuje inaczej niż po linii Brukseli, ma mieć pod górkę aż do ostatecznego zwycięstwa właściwego obozu politycznego, czyli tego, który potulnie bez zastrzeżeń zrealizuje unijną agendę