Nie mają żadnych środków przymusu bezpośredniego, żadnych uprawnień. — Strażnikiem jestem tylko z nazwy — mówi strażnik Uniwersytetu Warszawskiego. Pracownicy ochrony uczelni po brutalnym morderstwie są wściekli i pełni obaw. — Rozmawialiśmy nawet, że żeby coś się zmieniło, najwyraźniej musi dojść do tragedii. No to doszło — podkreśla pracownik UW.